for more info contact us at  ua201807@yahoo.com

         
ehh hahah

Rozmowa z Ehh hahah, Kraków 2018

Karol Komorowski: Ale ten aspekt edukacyjny, o którym mówiłeś – żeby obnażyć proces i nawet zrobić to w formie szkolenia lub para-szkolenia – dlaczego uważasz, że jest to konieczne?

Ehh hahah: Znaczy konieczne, w sensie uważam, że to by było lepsze, bo tak: po pierwsze ze względu na to, że jako Ehh hahah mam raczej fanów w średniej grupie wiekowej 18–22.

K.K.: Czyli młodszej od ciebie?

Ehh: No nie, no równej, ja mam osiemnaście lat teraz, licealnej po prostu. No i jednak jak ktoś przychodzi, nie każdy zna Abletona mimo wszystko, bo Ableton mimo tego, że jest bardzo popularnym narzędziem, to jednak znają go tylko muzycy, a zwłaszcza jeśli chcesz to zrobić w sposób nie tylko stricte muzyczny, to myślę, że jest konieczne wytłumaczyć jak działa Ableton i tak dalej i po prostu w tym momencie dziełem sztuki nie jest to, co się wygeneruje, nie jest ta, nie jest ten po prostu ścieżka mp3, która jest wyeksportowana na końcu, tylko cały proces, który ją tworzy.

K.K.: To społeczny proces, w zasadzie.

Ehh: No tak.

K.K.: Pomyślałem o tym, żeby, kiedy robiłbyś takie szkolenie, też nie musiałoby być jakieś bardzo zwięzłe, mogłoby być wielogodzinne i zupełnie luźne. Mógłbyś pokazywać różnym ludziom jak to działa, nawet pozwalać im na różnych etapach próbować samemu coś wygenerować lub zadecydować o pewnej zmiennej.

Ehh: Forma warsztatu trochę.

K.K.: Jako forma warsztatu i, ale ciągle nagrywać jakby to, co się dzieje na, na warstwie głośników, na warstwie dźwiękowej

Ehh: Tak, tak

K.K.: i później po zakończeniu tych warsztatów słuchać tego nagrania, które już nie tylko jest zrandomizowane przez software, o którym mówimy, ale też przez samą sytuację

Ehh: Przez ludzi, który

K.K.: tego kto kiedy wszedł za ster, dotknął czego i jakby gdzie, gdzie zabłądził.

Ehh: Tak, tak w sumie coś ten

K.K.: Wtedy rzeczywiście dotykamy takiej aleatoryki, która już nawet nie pochodzi z komputera, ale pochodzi z przestrzeni ludzkiej i z przestrzeni interakcji też z komputerem.

Ehh: No i też wyszedłem od tego, że mimo wszystko no ja na temat sztuki generatywnej nie mam jakiejś ogromnej wiedzy – mam tyle, co przeczytałem, tyle, co sam spróbowałem. Myślę, że gdyby… myślę, że przez cztery dni spokojnie mógłbym przeprowadzić ludzi przez tą wiedzę, którą sam zdobyłem, po prostu, żeby na koniec po czterech dniach wszyscy mieli mniej więcej podobną wiedzę jak ja.

K.K.: Dokładnie.

Ehh: i dzięki temu w międzyczasie po prostu ludzie wnosiliby coś kompletnie nowego i stąd też właśnie moja idea, żeby wprowadzić czat na żywo, żeby ludzie dodawali od siebie, że to po prostu nie był ja, który jeśli to jest, weźmy to teraz pod uwagę jako forma warsztatu, że to nie jestem ja, który przekazuje swoją wiedzę, tylko to jesteśmy my, którzy znajdujemy się w danej przestrzeni, którą, którzy tą wiedzę zdobywamy typu też myślałem, żeby przez, nie przez cały czas po prostu przedstawiać jakie rzeczy tylko po prostu też tutaj wchodzi kwestia losowości, żeby przez pewien czas wyszukiwać, po prostu uczyć się, typu wpisać w wyszukiwarce jakieś rzeczy i też wtedy jest kwestia losowości czy coś się znajdzie zasadniczo.

K.K.: Nie wiem czy ja ci o tym pisałem, ale to, co przed chwilą powiedziałeś, to są moje myśli, wiesz i rozmowy z ludźmi, z którymi chcę to zrobić i ciągle jakby mówię im, że to nie jest przestrzeń prezentacji, tylko studiowania rzeczywistości, i że w zasadzie nie interesuje mnie zapraszanie autorytetów w danej dziedzinie, które z założenia są nieomylne, i które powiedzą tej publiczności co powinni wiedzieć.

Ehh: Co powinni, jak powinni myśleć też

K.K.: Jak powinni myśleć, tak jak to się zazwyczaj robi, tylko interesuje mnie bardziej otwarcie tej… tej, tej konwencji prezentacji na research, na ciągle jakby trwający research, który, który byłby też publiczny, to znaczy rzeczywiście jakby mamy duży ekran projektora, mamy laptopa, który, którego widzisz w powiększeniu na tej ścianie i teraz czytamy jakiś tekst na głos, bo na przykład znaleźliśmy na Wikipedii i wchodzimy dalej w Wikipedię i teraz ten tekst nie należy do ciebie (bo masz go w komputerze, albo do książki, którą…

Ehh: Tylko do wszystkich

K.K.: posiadasz tylko po prostu do przestrzeni i każdy może w każdym momencie zacząć kontynuować, jeżeli chce…

Ehh: No właśnie tutaj się…

K.K.: mogą się zmienić ludzie, którzy czytają).

Ehh: Tak, właśnie tutaj się boję, że właśnie mimo wszystko to jest trochę zbyt optymistyczne założenie, że typu, nie wyobrażam sobie, żeby to działało tak, że ja coś czytam i nagle ktoś coś wtrąca, myślę, że to by było raczej mało prawdopodobne

K.K.: Wtrącenie nie

Ehh: A właśnie ja bym chciał, żeby to tak wyglądało i wtedy właśnie za pomocą myślę, że czatu na żywo, mogłoby się to udać, gdyby… gdyby po prostu każdy mógł w każdym momencie coś napisać, ja bym to odczytał jak skończę czytać na przykład. Bo myślę, że no ludzie co najwyżej mogliby się zgłosić po przeczytaniu, a to jest takie już wtedy no, takie już ja obejmuję wtedy rolę prowadzącego, a ludzie są tak jakby trochę niżej położeni jako ci, którzy słuchają i ewentualnie mogą coś dodać na końcu, a nie jako ci, którzy uzupełniają.

K.K.: Masz rację, że wtrącanie, wtrącanie się jest konieczne.  Myślę, że możemy to zaproponować tworząc sytuację, kiedy na przykład dwie, trzy osoby, które wiedzą, żeby na początku jak już będzie grupa słuchaczy zacząć tak robić, narzucają pewien tryb tego wydarzenia, bo widzą, że ty to akceptujesz.

Ehh: Inni tak, tak.

K.K.: I później inni, być może jeżeli to zrozumieją jako nową konwencję, będą to kontynuować, jeśli nie to tylko wciąż te trzy osoby, moi czy twoi znajomi, których jakby wiesz

Ehh: Ale to też jest, też mi się wydaje, że to też ma jedną wadę, że myślę, że jeśli ktoś wchodzi na, wtedy na, do, do przestrzeni to ktoś wchodzi z takim poczuciem, myślę, że większość osób raczej by tak weszła, że po prostu oni przychodzą czegoś się nauczyć i oni raczej wiedzą, że nie będą mieć nic do dodania. A mi się wydaje, że właśnie by było najciekawiej kiedy osoby, które nie wiedzą nic, spojrzałyby na dany aspekt z punktu zero po prostu nie wiedzą nic i taki naturalistyczny, naturalistyczny głos by dodały, który pochodzi tylko, tylko z ich natury tak jakby. 

K.K.: Ja myślę, że sama sytuacja, w której tematem wieczora jest część wiedzy, o której nie masz żadnego pojęcia i w ramach po prostu wydarzenia nie opowiadasz nic o danym temacie, tylko po prostu się researchujesz go. I już by narzuciło totalne, totalne złamanie i konfuzję, złamanie konwencji i wtedy wprowadzanie myślę, że każdemu by się wydawało no, zwyczajnym. 

Ehh: Nie wiem czy kojarzysz, bo teraz praktycznie każda prezentacja, jaką ja miałem okazję słyszeć na jakimś nie wiem konkursie w szkole zazwyczaj ma prostą strukturę, gdzie na początku pierwsze trzydzieści sekund typu nie wiem hasło jest “Bezpieczeństwo na drodze”, pierwsze trzydzieści sekund “Co wy pojmujecie jako bezpieczeństwo? Jak zachowujecie to bezpieczeństwo?” i tak dalej, potem jest trzydzieści minut pana prowadzącego czy pani, która po prostu cały czas opowiada o swoim punkcie widzenia no i na końcu ewentualnie są jakieś pytania gdyby ktoś coś dodał. Gdyby taki, gdyby taką formę dekonstrukcji rozłożyć do tych pierwszych trzydziestu sekund gdzie ja się najpierw pytam co dla kogo jest przypadkiem i później to rozwijamy cały czas tak jakby zmierzamy do tego, że ja będę później cały czas mówił, ale nigdy to tego punktu nie dochodzimy.

K.K.: Zdecydowanie, myślę, że takie pytania… Musiałbyś przygotować serię takich pytań. Takie pytania nawet, które nie znalazłyby odpowiedzi, byłyby bardzo ciekawe.

Ehh: Albo myślę, że właśnie bez przygotowywania pytań, po prostu ktoś coś mówi i spróbować to zgłębiać. Znaczy nie wiem, nie wiem na ile to by było możliwe, bo to, to jest w sumie kompletna tak jakby losowość i zdanie się na publiczność, co by z tego wyszło.

K.K.: Ale jest też, jest też coś takiego, że zawsze przed wydarzeniem po prostu przychodzą najpierw ludzie, przed tym, jak ono się zaczyna i rozmawiają ze sobą. Jedyne na co czekają, a nie mierzą czasu, jest po prostu to, że ktoś zacznie głośniej mówić z mikrofonu i wszyscy ucichną, i jakby zacznie się to, co zwykle, ale można w ogóle nie robić tego “to, co zwykle” i prowadzić na przykład bez mikrofonu, albo nie sygnalizować w ogóle początku jakby danego wydarzenia i ciągle jakby pozostawać na tym poziomie wstępnej rozmowy.

Ehh: Tak, no właśnie o to mi chodzi tylko właśnie boję się, że wtedy to też by było tak, że no ludzie przychodzą i raczej nie będą rozmawiać, znaczy będą też na pewno w większości myślę o losowości czy tam o danym, narzuconym temacie, a część ludzi będzie mówić o czymś kompletnie innym, na przykład myślę, że spoko by było gdyby nie wiem…

K.K.: Ale możesz brać pojedyncze słowo nawet i jakby tworzyć pytanie z niego, które dotyczy już twojego tematu.

Ehh: Tylko właśnie też myślę, to by było trochę chyba niegrzeczne po prostu podsłuchać to, co ludzie mówią i wtedy to wynieść typu “usłyszałem, że jeden z was powiedział coś-takiego-coś-takiego, proszę czy mógłbyś to zgłębić?” wtedy, na przykład, powiedziałbym coś, że to implikuje coś innego, zadałbym pytanie dotyczącego tego, czy ktoś ma coś, jakieś inne spojrzenie na ten temat i po prostu cały czas w formie dialogu by to się tak odbywało rozpoczynając od tego pierwszego dialogu, który podsłuchałem, który swoją drogą byłby takim warunkiem początkowym.

K.K.: Na pewno wymuszanie dialogu jest, jest nierealne, szczególnie w naszej kulturze, gdzie jednostki raczej są wyalienowane i też wiem po doświadczeniach z Różni, że raczej interesuje mnie tworzenie zbiorowisk indywiduów, a niżeli grupki, czyli spotykanie ze sobą oddzielnych światów, tak samo jak, jak często mamy znajomych po prostu, których nie możemy spotkać razem mimo tego, że jesteśmy wspólnym znajomym, bo po prostu oni nie chcą wchodzić w te światy, które, które wcale nam nie przeszkadzają. Więc na pewno narzucenie tego, żeby ktoś jakby zaczął z tobą rozmawiać to nie jest to, ale czerpanie z ich dialogu, czerpanie z ich słów, myślę, że jest bardzo grzeczne i tylko wywyższa jakby ich przypadkowe słowa.

Ehh: Nie wiem, można pomyśleć, no trzeba to poddać na pewno przemyśleniu, bo w sumie to mi teraz się zrodziła ta myśl tak na gorąco i teraz zacząłem się nad tym zastanawiać bardziej.

K.K.: Ale sama przyszła?

Ehh: Tak.

K.K.: Dlatego jest gorąca.

Ehh: Tak. No na pewno trzeba to jakoś zrobić w formie właśnie takiej, jak najbardziej interaktywnej według mnie, jak najmniej. Nawet ja się nie poczuwam ani trochę jako w jakikolwiek sposób autorytet czy tam osoba, która ma większą wiedzę, no bo fakt faktem jest, że ja po prostu trochę wypróbowałem tych narzędzi losowych w Abletonie, mam no dobra tutaj trochę wiedzy o Abletonie mam akurat i dodatkowo trochę przeczytałem tej książki no i to w zasadzie tyle no ja w tym momencie

K.K.: Ale doświadczasz tego, to jest chyba ważniejsze nawet od wiedzy,

Ehh: Tak, tak.

K.K.: że ciągle o tym myślisz, i że ciągle widzisz jak to funkcjonuje już nie w formie idealnego tekstu, ale w formie codziennego życia.

Ehh: No tak, no tak.

K.K.: Myślę, że, myślę, że mógłby być wieczór gdzie grałbyś bardzo klasyczny performance, live act,

Ehh: Mhm

K.K.: a reszta dni totalnie albo niemuzyczna albo anty-muzyczna albo zupełnie nieautorska. Pytanie tylko jakby czy ty czujesz, że ta muzyka, którą generujesz za pomocą narzędzia jakim jest Ableton i konkretnych algorytmów, których mógłbyś podać nawet nazwy. Czy czujesz bardziej, że ona jest twoja, czy bardziej, że masz do niej dostęp, i że jej używasz?

Ehh: Nie, ja myślę, że ona jest mimo wszystko moja, bo ja łączę tak jakby dużo narzędzi, które generują i to jednak nie jest możliwe, nie jest możliwe, już żeby ktoś natrafił na to przypadkiem, bo co innego jest, gdy używam jednego algorytmu przez kogoś napisanego, wtedy to no jak najbardziej, wtedy rozumiem, że ja tego używam, ale gdy łączę tych algorytmów kilka, no to się już robi taki trochę, trochę taki no, moja indywidualna rzecz, bo wtedy jest bardzo niskie prawdopodobieństwo, że ktoś wpadnie na to samo co ja.

K.K. Tak. A jaka była struktura utworu Repetitions?

Ehh: Czekaj, bo wiem, że na początku było tak, że wziąłem oryginalny utwór, podzieliłem go na tam takty czy dwa, tam je lekko zmodulowałem, żeby mimo wszystko nie były takie same jak oryginał. Wrzuciłem je podzielone, które następowały po sobie w losowej kolejności. To też jest właśnie spoko gdzie to jak losowość się wygeneruje, tworzy  kompletnie inną sytuację gdzie po klipie A następuje klip B, a po klipie B następuje klip C, tak w tej dekonstrukcji jest to totalnie rozmieszane. Jest C, A i później jest B i po prostu jedno za drugim niesie inną implikację, bo jak idzie to po kolei no to tam są konkretne frazy, które mają swoje zakończenia, a tak to one się mieszają. A później nie pamiętam co w tym utworze zrobiłem szczerze mówiąc, chyba po prostu, to był ten taki, który brzmiał trochę jak sound collage, to po prostu dorzuciłem inny projekt obok, gdzie też się losowały te rzeczy i później jeszcze inny i one się po prostu losowały między sobą, jeśli dobrze pamiętam jak to zrobiłem, w sumie, w sumie to było dość spontaniczne.

K.K.: No myślę, że to wtedy jest najfajniej generalnie kiedy nie zależy ci tylko po prostu robisz.

Ehh: Tak, tak.

K.K.: W środowisku, które znasz sobie eksperymentujesz trochę z nudów, bo już nie będziesz powtarzał tego, co już robiłeś. Chyba na tym polega w ogóle kreatywność, jaką można znaleźć w softłeże. 

Ehh: Chociaż też dużo daje próba odtworzenia czegoś, ja na przykład często wychodzę z założenia, często tak miałem, na przykład nagle słyszę footwork i stwierdziłem: “w sumie jest prosty do odtworzenia, spróbuję zrobić dokładnie identyczny przykład jak tam inny artysta czy coś takiego”, no i w trakcie dążenia do celu po prostu się gubię, zaczynam robić kompletnie coś innego i, i ta pierwotna myśl gdzieś znika.

K.K.: I to gubienie się jest bardzo kreatywne, ale nie dotyczy tylko procesu kreatywnego, bo też procesu takiego, w ogóle dojrzewania życiowego mam wrażenie, że ta analiza doświadczeń i tego jakby co nazywasz błędem, a co sukcesem w swoim życiu kierunkuje, kierunkuje twój dalszy system wartości i koordynaty kierunkowe działań. I wydaje mi się, że ta kreatywność jest po prostu konieczna nie tylko na poziomie tworzenia piękna, ale na poziomie rozumienia siebie, żeby ciągle szukać nowych sposobów dojścia i nowych sytuacji. Myślałem, i dzisiaj też rozmawiałem z mamą, że być może kino zadziałało tak w obszarze mainstreamu, że daje dostęp do wszelkiego rodzaju przeżycia, nawet absurdalnego, fantastycznego, surrealistycznego. Daje ci pewną, pewien alternatywny świat, w który możesz się zatopić, zapomnieć o swoich bolączkach, utożsamić się z jakimś bohaterem, który nawet nie jest twojej płci, albo nigdy nie byłbyś tak silny, albo tak szybki. I wydaje mi się, że to zaczęło, ten rodzaj symulakrum zaczął redukować ludzkie dążenie do urzeczywistniania tych fantazji i marzeń. Bardziej ograniczyło się to do symulacji stanów emocjonalnych, które towarzyszą – tak jak kino to potrafi robić

Ehh: Nie wiem, nie wiem kiedy ostatnio byłeś na jakimś blockbusterze, który był po prostu na maksa – pewnie dawno, ale

K.K.: Chyba bardzo.

Ehh: Ja nie, to ja nawet lubię się na coś takiego przejść. Pamiętam jak kiedyś, kiedyś gdzieś dawno byłem w sumie  na chyba Transformersach jakichś czy na Batmanie nie mam, nie jestem pewien. Ale po prostu tam główny zabieg polegał na budowaniu stresu muzyką, obrazem i wszystko było strasznie wiesz idealnie zrobione, każdy detal był dopieszczony że tak powiem i to nie miało żadnej większej wartości artystycznej, to po prostu

K.K.: Ale stres?

Ehh: Tak i po prostu ja pamiętam, lubiłem to uczucie, kiedy wychodzę z sali kinowej i jest ta konfrontacja – przed chwilą czułem się zestresowany, że zaraz tam wybuchnie bomba, zaraz główny bohater zginie, może się coś zdarzyć, mimo, że wiedziałem mimo wszystko, że no to się zakończy happy end’em, bo to jednak jest blockbuster, ale wychodzę no i idę tym zazwyczaj wąskim korytarzykiem, wychodzę z kina gdzie mijam inne sale i nagle wychodzę do przestrzeni galeryjnej gdzie jest, widzę mnóstwo ludzi i to wszystko nagle po prostu traci, jestem, bo w tym momencie, przed chwilą byłem kimś pod ogromną presją, a w tym momencie czuję się jako po prostu jedna osoba z tych tysięcy w tej galerii, nikt na mnie nie zwraca uwagi, po prostu tak jakbym z czegoś co, tak jakbym nagle stał się niczym, tak jakbym nagle przestał egzystować. Ten ogromny pokład emocji nagle zniża się do poziomu zero, gdzie jestem po prostu szarą masą razem z innymi ludźmi przed jakimś McDonaldem.

K.K.: Tak, tak — myślisz, że poruszanie tego tematu chaotyczności i przypadkowości może mieć jakieś oddziaływanie społeczne? Na grupę ludzi?

Ehh: W sensie?

K.K.: Jako uświadomienie pewnych procesów i też procesów tworzenia wydarzenia, sytuacji.

Ehh: Nie wiem w sumie, ciężko mi powiedzieć.